Terminy Spotkań:

 

 

Listopad 2014

 

6 listopad

godz. 1800

Msza św. z modlitwą wstawienniczą

 

13 listopad

godz. 1900

Spotkanie modlitewne

 

20 listopad

godz. 1900

Spotkanie modlitewne

 

27 listopad

godz. 1900

Adoracja Najświętszego Sakramentu

 

 

Dzisiaj jest: 26 Listopad 2014    |    Imieniny obchodzą: Konrad, Leonard, Sylwester


 

    

Licznik odwiedzin:

dzisiaj:10
wczoraj:67
w tym tygodniu138
w tym miesiącu:2451
razem:92599


 

 

 

 



















 

          Designed by:
  www.hosti.eu


 

Miłość Boga Ojca, łaska naszego Pana Jezusa Chrystusa i dar jedności

w Duchu Świętym niech będą z nami wszystkimi
!


 

Liderem naszej wspólnoty została Ula

 

Życzymy jej, aby w swojej posłudze Bogu i naszej wspólnocie

uważnie słuchała natchnień Ducha świętego,

pozwoliła na opiekę Matce Bożej

oraz z radością i pokojem serca ukazywała nam miłość i miłosierdzie Boga Ojca

płynące ze zbawienia jakie przyniósł nam Jezus Chrystus.

 

 

Czy jesteś pyszny?

Królowa szachowa wzorem pokory

Artykuł ten jest skierowany do osób pysznych – tych, którzy na modlitwie odnajdują w sobie tę brzydką skłonność i nie wiedzą, jak się z niej wyzwolić. Pisze go pyszałek, któremu w pewnym momencie życia ogromnie pomogła nauka i doświadczenie św. Teresy od Jezusa.

Jak Bóg patrzy na pyszałka, co o nim myśli? A czym jest pokora, dlaczego Bóg tak o nią walczy, dlaczego tak ją kocha (por. T VI, 10, 7)? Św. Teresa jest dla Kościoła nauczycielką modlitwy. Wszystko, co napisała, jest podporządkowane jednemu celowi: chce doprowadzić nas, czytelników, do intymnej zażyłości z Chrystusem. Do osobistego spotkania z żywym Bogiem, do nawiązania z Nim żywej, osobowej więzi. Drogą do poznania i szczerego ukochania Boga jest modlitwa. Jeśli modlitwa – czyli poszukiwanie spotkania z Bogiem – ma się rozwijać, musi mieć wpływ na całe życie człowieka, podobnie jak i życie ma wpływ na modlitwę. W tym kontekście chcemy przyjrzeć się cnocie pokory. 

Dla świętej z Awili jest to kluczowa cnota. Prawdziwa pokora w jakiś niezwykły sposób przyciąga Jezusa, jakby Go uwodziła i przyzywała. Rolę pokory Święta obrazuje alegorią wziętą z gry w szachy. Żeby wygrać partię w szachy, trzeba najpierw umieć ustawić figury i piony na szachownicy, a potem umiejętnie nimi manewrować. Teresa umie grać w szachy i dlatego wie, że spośród figur najważniejsza w grze jest królowa. "Najdzielniej w tym wojowaniu działa królowa, inne figury i pionki pomagają jej tylko" (DD 16, 2). Królowa (hetman) z gry w szachy jest właśnie obrazem pokory! Inne zalety i sprawności będą pomagać tej niezwykłej cnocie. "Nie masz królowej, której by tak łatwo i ochotnie poddał się król, jak pokora" (DD 16, 2). Jest to faktycznie cnota niezwykła, ale tylko dla Boga i dla tych, którzy poznają prawdę o Nim. Dla pozostałych pokora to coś dziwnego, nienormalnego, wręcz odpychającego.

 

Początek poznania prawdy
 
Człowiek, który się nawraca zauważa, czego mu teraz brakuje, co Jezus pragnąłby w nim znaleźć. Człowiek, który przed nawróceniem był "twardzielem", wydawał innym polecenia, zawsze miał rację i nie znosił sprzeciwu; który innych traktował z góry; któremu ciężko mu było przyjąć czyjś autorytet, a łatwo lekceważyć, oceniać i ośmieszać drugich; który uważał siebie za lepszego, mądrzejszego, czy piękniejszego - taki pyszałek po spotkaniu z Jezusem zatęskni szczególnie za pokorą. 

Poszukajmy owej prawdziwej pokory – takiej, jakiej szuka sam Jezus. Popatrzmy na nawróconego człowieka. Chciałby teraz podobać się Bogu, zbliżyć się do Niego, doświadczyć Jego miłości i przyjmować ją, a w końcu pokochać Boga czystą miłością. To wspaniałe pragnienia; o to chodzi. Cała sztuka polega na tym, by to właśnie czynić – ale w prawdzie, bez udawania, bez masek, bez sztuczności, a na to potrzeba czasu. Bo kiedy nawrócony człowiek chce z miłości do Boga zrobić coś dobrego, na przykład pomóc swemu koledze, gdy ten poprosi – i kiedy się do tego zabierze i będzie chciał czynić to w szczerości, to w czasie uczciwej modlitwy zobaczy, że do głowy przychodzą mu myśli, których nie chce. Chciałby czynić dobro, pomóc z czystym sercem, tylko i wyłącznie z miłości do Boga, a tymczasem nachodzą go myśli pełne pychy: widzisz, jaki jesteś dobry; pomagasz ludziom, a inni by się odwrócili; jesteś lepszy od nich. Pomagam słabszemu, więc jestem silniejszy, zaradniejszy, można na mnie liczyć, naprawdę jestem taki dobry, chyba naprawdę jestem wspaniały. Poza tym mój kolega będzie mi serdecznie wdzięczny i podziękuje mi za to. Przecież inni znajomi to zobaczą i będą mnie chwalić – a kto wie, może i naśladować. W końcu poczuję się kimś! Pycha to budowanie poczucia swojej wartości w oparciu o kłamstwo: na bazie porównywania się z innymi, na podstawie swoich subiektywnych wyobrażeń o sobie samym czy wyobrażenia o tym, co myślą o mnie inni. 

 

O co chodzi Złemu?

Cóż może zrobić ten biedny pyszałek? On szczerze nie chce, żeby takie myśli przychodziły mu do głowy, ale one same przychodzą. Przeżył jakieś nawrócenie, czyli spotkał się z Jezusem, chce się zmienić, a odkrywa, że jego serce pozostało stare, ciągle chce górować nad innymi. Spontaniczna reakcja na takie poznanie siebie to przygnębienie i strach przed zbliżeniem się do Boga. Takim 
osobom szatan podsunie myśl: lepiej zostawić to dobro – lepiej już nie pomagać koledze, niż robić to z nieczystą intencją, dla próżnej chwały. O to chodzi Złemu: zrobi wszystko, żeby tylko człowiek nie czynił dobra i miłości. Natomiast święta Teresa powie: czyń dobro, ale ze świadomością, że nie jesteś taki mocny, taki święty, taki czysty. Taka świadomość odbierze ci tę starą satysfakcję z wywyższania się nad innymi, z panowania nad nimi. Ale otworzy cię na nową radość, radość płynącą ze służenia Bogu żywemu!

To początek pokory: czynienie dobra, modlitwy, miłości, w prawdzie. Pierwsza "połowa" pokory to prawda o samym sobie: chodzi o uznanie faktu, że twoje intencje nie są do końca czyste, że twoje serce nie jest całkiem czyste, że w końcu ty sam nie jesteś taki mocny, dobry, wspaniały. Dotykamy tu bardzo ważnego i czułego punktu: chodzi o poczucie własnej wartości, własnej godności. Jeżeli chcesz zbliżyć się do Boga, to potrzeba, byś budował swoją godność na skale prawdy. Do tej pory pyszałek budował swoją wartość, opierając się na fałszu, na porównywaniu się z innymi, na wynoszeniu się nad innych, na swojej fantazji. Teresa podpowie: porzuć to! Zaboli, ale gdy oprzesz się na prawdzie, będziesz w końcu naprawdę szczęśliwy. 



Gdy człowiek dotknięty pychą pod wpływem łaski spojrzy na siebie w ten sposób, zauważy, że nie jest taki cudowny i wspaniały, bo myślenie ma nadal pogańskie. To na pewno zaboli. To zmusi do gruntownego przemyślenia swojego patrzenia na świat. Teresa udziela tu wspaniałej rady, szczególnie ważnej dla tych, którzy są oporni, którzy boją się zmiany myślenia o sobie, którzy chcieliby trwać przy tym dobrym samopoczuciu bycia lepszym od innych, wywyższania się. Otóż każda myśl, która chce wynieść cię ponad twego bliźniego, jest właśnie dowodem dla ciebie, że tak nie jest, że nie jesteś wcale lepszy – że jesteś pyszny. To jest szkoła św. Teresy: każda pokusa pychy (ale i inne pokusy) może być dla ciebie 
pomocą w zbliżeniu się do Boga, jeżeli tylko zaczniesz wchodzić w prawdziwą pokorę.

 

Cała prawda 

Pokora to chodzenie w prawdzie (por. T VI, 10, 7). Uznanie swojej nędzy to pierwsza część prawdziwej pokory. Gdyby nasz pyszałek zatrzymał się na tej trudnej prawdzie o sobie, prędzej czy później wpadłby w depresję. Poznanie tylko części prawdy też wprowadza w błąd (por. T I, 2, 10-11). Druga część prawdy o pokorze, tak samo istotna, nieodłączna część prawdy o grzeszniku, o pyszałku, to FAKT, że Bóg ukochał właśnie ciebie, słabego, pysznego człowieka. Jezus nie kocha ciebie doskonalszego, nie czeka, aż się poprawisz i będziesz miał kryształowo czyste serce. On zna cię i kocha ciebie już teraz: z sercem podzielonym, jeszcze pogańskim, pysznym, ale szukającym prawdy. Jezus nie brzydzi się naszych słabości, podchodzi do nas blisko, pokazuje nam nasze słabości po to, aby je uleczyć. On pragnie, abyśmy tacy do Niego przychodzili. On pragnie naszego uzdrowienia i będzie nas przemieniał, czynił lepszymi, ale Jego miłość jest uprzedzająca; On kocha nas już teraz, gdy jeszcze trwamy w ciemności głupoty i grzechu. Taki jest Bóg Teresy, taki jest Bóg Jana od Krzyża, taki jest Bóg św. Pawła Apostoła, taki jest nasz Bóg. Jest miłosierny, kocha, ale walczy o prawdę. Okazuje swoją moc tym, którzy Mu całkowicie zaufają. 

Oto przepis św. Teresy na pokorę: poznaj dwie prawdy: o sobie – że jest w tobie także zło, i o Bogu – że On ciebie takim kocha. Dobrze znam człowieka, któremu nauka Teresy o pokorze 
bardzo w życiu pomogła. Dopiero trzy lata po nawróceniu, po porzuceniu grzechów ciężkich, odkrył on prawdę o sobie. Przez trzy lata Jezus prowadził go mocną ręką; człowiek ten przez cały czas wzrastał w cnotach, w dobroci, spowiadał się i przyjmował Komunię świętą. Ciągle jednak nie widział, nie rozumiał, co było złego w jego sercu – i nie doceniał, ile łaski otrzymał od Boga. Myślał po prostu, że owa siła do dobrego życia jest w nim samym; że sam jest tak silny. Na szczęście Duch Święty poprzez świadectwo św. Teresy od Jezusa otworzył mu oczy na prawdę o sobie. Odkrycie tej prawdy pociągnęło za sobą wielkie zbliżenie do Boga. Ta nowa bliskość z Jezusem jest oparta o wiele bardziej o prawdę, a co za tym idzie – jest o wiele stabilniejsza. Z całego serca życzę wszystkim, którzy starają się iść za Jezusem, aby odkrywali prawdę i nie lękali się jej przyjmować.

o. Artur od Ducha Świętego OCD

 

Cechą miłości chrześcijańskiej jest zawsze konkretność

i wyraża się ona bardziej w dziełach niż słowach,

bardziej w dawaniu aniżeli w braniu.

(Papież Franciszek)

 

 

 

Kontakt: 694313063

                               http://stowarzyszenie-cis-ostroleka.1gl.pl/

 

 

Zapoznaj się z historią naszego miasta.... Pięknej Ostrołęki.

www.youtube.com/watch

 

 

 
Posłuszeństwo Duchowi Świętemu
 

Posłuszeństwo Duchowi Świętemu to poddanie się Jego prowadzeniu. Duch Święty jest nauczycielem i wewnętrznym przewodnikiem na drodze do świętości. On prowadzi nas przez kolejne etapy tej drogi – dzięki Niemu przyjmujemy świadomie łaskę Bożego synostwa i dar wewnętrznej wolności przychodzącej przez uzdrowienie wewnętrzne, On skłania nas do naśladowania Jezusa i jednoczy z Nim, On jednoczy nas z innymi tak, byśmy mogli stać się żywymi członkami Ciała Chrystusa – Kościoła. On wreszcie posyła nas do pracy apostolskiej i obdarza charyzmatami koniecznymi do jej wypełnienia. Możemy powiedzieć, że Duch Święty współdziała z nami w wypełnieniu naszego powołania życiowego, czyli w wypełnieniu tego Bożego zamiaru, dla którego zostaliśmy stworzeni i który został głęboko wpisany w nasze serca.

 

Jego rola jest naprawdę ogromna! Cała praca duchowa polega więc na tym, by stawać się Mu coraz bardziej posłusznym, czyli coraz bardziej uległym Jego natchnieniom.

W jaki sposób można odczytywać te natchnienia?

Przez wgląd we własne serce. Myślę tu o “sercu” w znaczeniu biblijnym, jako o miejscu naszego wewnętrznego spotkania z Bogiem, o “sercu z ciała”, czyli sercu nawróconym, skierowanym ku Bogu, w przeciwieństwie do “serca kamiennego”, w którego centrum jestem ja sam. Chcąc słuchać Ducha Świętego, należy więc rozpocząć od przemiany serca, od nawrócenia, czyli postawienia Chrystusa w centrum swojego życia, a także od osobistej modlitwy, lektury Pisma Świętego i korzystania z sakramentów.

Jednak chociaż odczytywanie wewnętrznych natchnień jest bardzo ważne, to zbyt mało, by być posłusznym Duchowi Świętemu. Więcej: bywa, że pójście za poruszeniami serca staje się ogromnie niebezpieczne. Dlaczego? Ponieważ nie wszystkie nasze odczucia, myśli i wewnętrzne pragnienia pochodzą od Ducha Świętego. Znacznie częściej niż się nam wydaje ich autorami jesteśmy my sami, a bywa, że są nam one podsuwane przez złego ducha, który chce nas odwieść od Bożej drogi i w tym celu nierzadko, jak pisze św. Ignacy Loyola, “przybiera postać ducha światłości”. W życiu duchowym niezmiernie ważne jest więc rozeznanie. Trzeba nieustannie badać i rozeznawać wewnętrzne natchnienia po to, by przyjąć te, które pochodzą od Ducha Świętego, i zgodnie z nimi postąpić, a odrzucić wszystkie pochodzące z innego źródła.

W tym rozeznaniu niezmiernie istotną rolę odgrywa przejrzystość i posłuszeństwo. By stawać się coraz bardziej uległym natchnieniom Ducha Świętego, potrzebujemy głosu “z zewnątrz”, który pomoże nam zobiektywizować nasze doświadczenie. W przeciwnym razie wejdziemy na ścieżkę wiodącą na duchowe bezdroża i – być może – pociągniemy na nią także innych.

Co masz na myśli, mówiąc o głosie "z zewnątrz”?

Myślę tu o głosie Kościoła, który może do nas docierać na różne sposoby. Prowadząc życie duchowe, jesteśmy członkami Kościoła. Ten sam Duch Święty, który pracuje w naszym wnętrzu, działa także w Kościele, rozumianym nie tylko jako nasza grupa modlitewna czy wspólnota, ale też w Kościele hierarchicznym. Wracając jednak ściśle do pytania: istnieje kilka sposobów obiektywizacji naszych wewnętrznych natchnień. Pierwszym jest regularna spowiedŹ, najlepiej połączona z jakimś rodzajem rozmowy duchowej (oczywiście kierownictwo czy towarzyszenie niekoniecznie musi się łączyć ze spowiedzią, ale w praktyce tak się najczęściej dzieje). Drugim – słuchanie głosu Kościoła hierarchicznego przemawiającego przez kapłana odpowiedzialnego za grupę czy wspólnotę, w której jestem, przez biskupa mojej diecezji, wreszcie przez nauczanie Ojca Świętego i inne oficjalne nauczanie Kościoła. Warto też wspomnieć w tym miejscu o słuchaniu głosu innych – lidera grupy oraz osób w nią zaangażowanych. To bardzo interesujące dowiedzieć się na przykład, co myślą nie tylko o moich pomysłach apostolskich, ale także o podjęciu przeze mnie takiej czy innej pracy zawodowej.

Czy istnieje różnica między posłuszeństwem Duchowi Świętemu w ogóle a posłuszeństwem w Odnowie Charyzmatycznej?

Zasadniczo nie, bo obecność Ducha Świętego w naszym sercu jest darem danym nam na mocy chrztu świętego. To właśnie wtedy stajemy się, jak pisze św. Paweł, “świątynią” – zamieszkuje w nas cała Trójca Święta. Jednak tej wielkiej obecności można być świadomym i współpracować z nią lub też pozostać zupełnie nieświadomym bądŹ zlekceważyć ją, przejść obok niej. Chrzest w Duchu Świętym, czyli fundamentalne doświadczenie Odnowy, polega na tym, że łaska chrztu świętego uaktywnia się w nas. To trochę tak jak ze słodzeniem herbaty. Możesz wrzucić do kubka z herbatą kostki cukru, ale jeżeli cukier się nie rozpuści, herbata pozostanie gorzka.

I naprawdę można przeżyć całe życie, “popijając gorzką herbatę” i nie wchodząc we współpracę z Duchem Świętym. Życie nie ma wtedy tego smaku i tej intensywności, którą mogłoby mieć, gdyby “herbata została zamieszana”, czyli Duch Święty dany w chrzcie naprawdę przyjęty. Odnowa, która pozwala nam świadomie przyjąć łaskę chrztu, jest więc wielkim darem, ale też płynie z niej wielka odpowiedzialność.

[...]

Jak można według Ciebie wejść na drogę uległości Duchowi Świętemu?

Posłuszeństwo Duchowi Świętemu jest procesem związanym z odkrywaniem coraz większej wolności, drogą, podczas której nasze serce stopniowo przechodzi od posłuszeństwa niewolniczego do posłuszeństwa synowskiego. Myślę, że w tym procesie jest kilka istotnych kroków.

 

Po pierwsze – trzeba zacząć od codziennej, solidnej modlitwy osobistej opartej na słowie Bożym. Myślę tu zwłaszcza o medytacji, a później o kontemplacji ewangelicznej. Trzeba też przywyknąć do tego, by zaczynać dzień, powierzając się Duchowi Świętemu, prosząc o Jego światło, o natchnienia.

Po drugie – starać się formować swoje sumienie, gdyż właśnie ono jest “miejscem”, w którym uczymy się słuchać Ducha Świętego. Jak? Przez częstą spowiedź, kierownictwo duchowe (jeśli to możliwe), lekturę duchową, poznawanie nauczania Kościoła.

Po trzecie (ten punkt łączy się z punktem poprzednim) – uczyć się rozeznawać w sposób duchowy: postarać się czy raczej wymodlić sobie dobrego kierownika duchowego, poznawać spuściznę duchową Kościoła dotyczącą rozeznawania, odprawić rekolekcje zamknięte z prowadzeniem indywidualnym (np. Ćwiczenia duchowe św. Ignacego Loyoli). Pierwszym krokiem na drodze codziennego rozeznawania może być wieczorna modlitwa tzw. rachunku sumienia, nazywana u nas we wspólnocie “modlitwą przymierza”, która jest zbudowana na trzech słowach: dziękuję, przepraszam, proszę. Pozwala ona dostrzegać w zwykłych okolicznościach życia obecność Pana.

Po czwarte – uczyć się słuchać innych, tak po prostu, w życiu. Każda autentyczna, szczera relacja, w której prawdziwie słuchamy drugiego, czyli wychodzimy poza siebie, może być swego rodzaju szkołą słuchania Ducha. W szczególny sposób dotyczy to relacji małżeńskiej, gdyż więź między małżonkami jest więzią sakramentalną, nasyconą szczególną obecnością Trójcy Przenajświętszej.

Po piąte – uczyć się poddania innym i współpracy z innymi oraz mądrego posłuszeństwa prawowitej władzy. Ktoś, kto uważa, że zawsze ma rację, nigdy nie otworzy się na Ducha Świętego.

W całym procesie uczenia się uległości Duchowi bardzo ważna jest cierpliwość i wytrwałość. Jeżeli prawdziwie oddajemy się Panu, On nas wychowuje i oczyszcza: Synu, jeżeli masz zamiar służyć Panu, przygotuj swą duszę na doświadczenie. Zachowaj spokój serca i bądŹ cierpliwy, a nie trać równowagi w czasie utrapienia – mówi Mądrość Syracha (Syr 2,1-2). Choć miłość Boża może dotykać nas boleśnie, jest to zawsze dotknięcie uzdrawiające i uwalniające. A im bardziej staniemy się wewnętrznie uporządkowani i wolni, tym większa będzie nasza przejrzystość na działanie Ducha.

Co, Twoim zdaniem, jest szczególnie ważne dla praktykowania posłuszeństwa Duchowi Świętemu w grupach modlitewnych Odnowy?

Myślę, że należy się troszczyć o trzy rzeczy: o formację do życia duchowego, tak aby każdy z członków naszej grupy naprawdę wzrastał w Chrystusie, i to Chrystusie działającym w Kościele, o dobre relacje braterskie między członkami grupy (a więc o przebaczanie sobie, o przejrzystość w dzieleniu) oraz o jedność z Kościołem hierarchicznym. Warto też podjąć razem jakąś pracę apostolską, bo świadczenie o swojej wierze sprawia, że wzrastamy w Panu, a więc także w uległości Duchowi Świętemu. W otwieraniu się na Ducha Świętego w grupie dużą rolę spełniają odpowiedzialni, dlatego trzeba się modlić o dobrych odpowiedzialnych grup i wspólnot.

Rozmowa Marioli Orzepowskiej z Lucyną Słup, redaktorem Zeszytów Odnowy w Duchu św.

http://www.katolik.pl/posluszenstwo-duchowi-swietemu,24441,416,cz.html?s=1

 
<< pierwsza < poprzednia 1 2 3 następna > ostatnia >>

Strona 1 z 3